Skandynawska ,,Ciuciubabka” – recenzja

RobertW/ Sierpień 29, 2016/ Książki/ 0 comments

ciucibabkaSkandynawskie kryminały, choć podbijają serca czytelników na całym świecie, mają jedną podstawową wadę – wszystkie wydają się być takie same. Podobnie jest w przypadku „Ciuciubabki”, niemniej to naprawdę udana pozycja dla fanów thrillerów wypełnionych po brzegi bohaterami. Zacznijmy może jednak od początku.

 

Organizacja OpCop zajmuje się śledztwem, którego głównym wątkiem jest handel żywym towarem, A ściślej rzecz ujmując żebrakami. Przestępcy wyszli z założenia, że takimi osobami nikt się nie zainteresuje, a co za tym idzie, ich proceder będzie kwitł i przynosił dochody. Tak się istotnie działo, ale tylko` na samym początku. Sprawa, w którą zaangażowano rzeszę ludzi i nie mały środki, stała w miejscu, dopóki pewien szczegół nie sprawił, że całe to dochodzenie nabrało tempa, które wskazywało na pozytywne rozwiązanie tego bulwersującego procederu.

 

Pobocznym wątkiem jest śledztwo, jakie prowadzi Paul Hjelm, który nieoficjalnie wspiera pewną panią komisarz, której ustawa, o ile ujrzy światło dzienne, wpłynie przede wszystkim na możnych tego świata. Co za tym idzie, kobiecie grozi realne niebezpieczeństwo, a na jej życie dybie nie jeden przestępca.

 

Przez pierwsze może sto stron książka sprawia, że osoby cierpiące na bezsenność, mogą profilaktycznie czytać wymienioną pozycję i problem z brakiem snu mają rozwiązany. Takiego nagromadzenia bohaterów, z których każdy ma inne podejście do swojego miejsca w sprawie czy tylko do własnego życia dawno nie spotkałem, a czytam całkiem sporo. Rozwlekle i pozornie nie na temat – takie wrażenie nasunęło mi się po przebrnięciu przez historie wszystkich tych osób i ich sposobu działania. Masa faktów i jeszcze więcej postaci. Trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości, żeby przez to przebrnąć.

 

Autor sprawia wrażenie człowieka, który ma pomysł na powieść, czyli ogólny zarys intrygi oraz bohaterów, tylko nie do końca ogarnął, co konkretna osoba robi. Dlatego powieść nie jest niestety idealna. Musiałem ją przeczytać, żeby się utwierdzić się w moim przekonaniu, że kolejny raz kryminał skandynawski doprowadził do tego, że zniechęciłem się do sięgania po takie powieści, a tu proszę! Spróbujcie dobrnąć do finału całości, a nie pożałujecie. To chyba nagroda, którą pisarz, postanowił wynagrodzić moje cierpienia, gdy przedzierałem się niemalże z maczetą przez tą dżunglę słów. Oj było warto. Jeżeli miałem jakieś obiekcje, to zniknęły one niemal bez śladu. Co za tym idzie, kolejny tom cyklu (bo w trakcie lektury, dowiedziałem się, że to kolejny tom większej całości) na pewno przeczytam, jednak nie będzie to dla mnie priorytet. Obawiam się znowu tego przedzierania, przez gąszcz postaci i ich działań, ale jako że znany jestem, z umartwiania się nad lekturą, zapewne to zrobię.

 

Podsumowując, -warto sięgnąć po tą lekturę, choćby ze względu, na doskonały suspens. Nie zakładałem tego, więc tym większe moje zaskoczenie. Książkę wydało Wydawnictwo Czarna Owca.