#Sława – recenzja

Justyna eM/ Czerwiec 29, 2017/ Bez kategorii/ 0 comments

Żeby dobrze zdiagnozować tę  książkę, koniecznie trzeba podzielić ją na dwie części. Dla uproszczenia nazwijmy pierwszą z nich dobrą, a tę drugą złą.

Z dobrej części możemy dowiedzieć się czegoś  i nauczyć, a także możemy zostać mocno zaciekawieni i zaskoczeni, wciągnąć się w historię, taką prawdziwą historyczną historię, którą odkrywa przed nami Karolina Korwin Piotrowska. Bardzo możliwe, że sięgnę po kilka książek wykorzystanych przez autorkę do stworzenia tych rozdziałów. Legendarna rodzina Romanowów, Lord Byron, Paganini, Mary Pickford, Chaplin, Roscoe Arbuckle, Marlena Dietrich – tego chciałoby się więcej.

W tej części autorka doszukuje się genezy sławy. Jak to się dzieje i działo się dawniej, że ludzie dążyli do sławy i jak można było kiedyś ten cel osiągnąć. Żałuję, że temat nie został ujęty bardziej naukowo, rzeczowo i wnikliwie. Jest przecież tak ciekawy, że naprawdę można by to świetnie ograć. Jak dla mnie sporo tutaj niewykorzystanego potencjału – brakuje konkretów, są za to uogólnienia i uproszczenia.

Bardzo żałuję, że nie jest to książka popularnonaukowa. Miałam na to szczerą nadzieję, kiedy widziałam, jakie sterty lektur przekopywała KKP, tworząc #Sławę. Autorka chętnie chwaliła się nimi na Facebooku, czym rozpaliła moją ciekawość. Zresztą można zobaczyć je także na wyklejce tej książki. Niestety, próżno szukać w tekście przypisów i odnośników do bibliografii. Jedynie na końcu znajdujemy owe tytuły spisane w kolejności alfabetycznej, a czasem aż prosi się, żeby wskazać, skąd wzięła się dana teza i na jakiej podstawie została wysnuta.

Tym, których nie interesuje ani odrobinę „polski szołbiz”, radzę skończyć czytanie na 370 stronie. Dalej znajdziecie już tylko subiektywne i bezkompromisowe oceny celebrytów. Myślałam, że tyle lat Magla Towarzyskiego, tyle czasu poświęconego analizie celebryctwa, okładek kolorowych magazynów i PR-owych wpadek, Karolina Korwin Piotrowska przekuje w syntezę w ogólne prawidła i trendy,  ukazując świat błyskających fleszy, sławy i gwiazdorstwa. Ale podsumuje, nie wystawiając oceny poszczególnym figurom tego świata – miałam nadzieję na coś bardziej ambitnego. Naprawdę szanuję panią Karolinę i po prostu oczekiwałam od niej czegoś więcej.

W rozdziale #Internet autorka zajmuje się mediami społecznościowymi i profilami celebrytów, którzy z nich korzystają. Nie to, że dostaniemy tutaj ciekawy kontent, ogólne tendencje, ciekawe case study – nie! Karolina Korwin Piotrowska opisuje pokrótce Instagramy i Facebooki znanych Polaków – pisze ile mają fanów i followersów. Ale po co, skoro to wartości tak płynne, że już pewnie całkowicie się zdezaktualizowały. Zamiast stworzyć coś, co będzie prawdziwym podręcznikiem, sprytną syntezą zachowań gwiazd w sieci, czymś, co zostanie z nami na dłużej, dostajemy tekst, który jest nieaktualny już w dniu premiery.

Dalsza część #Sławy dzieli polski światek na ikony, gwiazdy, poczekalnię, plankton i nową nadzieję. Subiektywnie oczywiście, więc możemy się z tym zgadzać lub nie, ale chociażby umieszczenie Miuosha (człowieka, który przygodę z muzyką zaczynał w 2001 roku, a od niemalże 10 lat jego praca jest nagradzana złotymi i platynowymi płytami) w dziale nowa nadzieja, czy Pauliny Sykut-Jeżyny w rozdziale gwiazdy, to dla mnie spora zagadka.

Ta część książki wykazuje się jeszcze wyrazistszym i bardziej kwiecistym stylem potocznym, co potęguje wszechobecne wrażenie subiektywnej oceny autorki. Karolina Korwin Piotrowska po prostu pisze tak, jak mówi. Można więc odnieść wrażenie, że to stenogram odcinka specjalnego Magla Towarzyskiego lub rozszerzone wydanie Party z obszernym kontekstem historycznym na początku.

Nie jestem też fanką wizualnej warstwy tej książki, po części także dlatego, że liczyłam na coś bardziej w tonie nauki i mądrości niż popkultury. Wszechobecne hashtagi, zakreślenia w tekście i nade wszystko fotografie i grafiki skondensowane w „rozkładówkach”. Nie dość, że prawie zawsze rwą zdania, to ich opisy są drażniące i nieprecyzyjne. Nie wiem, dlaczego po prostu nie wrzucono obrazków do fragmentów tekstu, w których opisuje je autorka. Trochę więcej roboty dla ludzi od składu i opracowania graficznego, a czytelnik nie musiałby skakać po książce w poszukiwaniu omawianego zdjęcia.

Prószyński i S-ka to dobrze wszystkim znane i przez wielu cenione wydawnictwo, dlatego w kwestii takich drobnostek jak korekta i redakcja tekstu, wydaje mi się, że mam prawo oczekiwać doskonałości. Niestety, zgubiły ich te nieszczęsne zakreślenia – kiedy ujęte są w nie tytuły, brakuje im cudzysłowu lub kursywy, wygląda też na to, że chochliki pozamieniały emotikony w literkę „J”. Można też było wyeliminować parę powtórzeń i pozbyć się głupotek w stylu: „Może być wielki i być aktorem na lata, piłka jest w jego bramce. A on zna się na sporcie”. Samobój pani Karolino.

Książka jest mocno naszpikowana subiektywnymi opiniami autorki, przebija się ponad wszystko jej potoczny język. Dokładnie tak, jak na okładce – osoba Karoliny Korwin Piotrowskiej i jej nazwisko stało się ważniejsze od #Sławy.