Swear the Empress, czyli grudniowe muzyczne odkrycie

Alex/ Grudzień 30, 2015/ Książki/ 0 comments

SWEAR-THE-MEPRESS---COVERW końcu trzeba wziąć się do roboty i oto jest – kolejna recenzja. Tym razem płyta. W moje bazyliszkowe szpony wpadła EPka zespołu Swear the Empress.

Małe wtrącenie dla niezaznajomionych z tematem: EPka pochodzi od angielskiego Extended Play. Symbolem EP oznacza się płyty muzyczne (CD albo winylowe), które są zbyt długie, by nazwać je singlem (jeden lub dwa utwory, 5-15 minut), ale zbyt krótkie, by zakwalifikować je jako pełnoprawny album długogrający (LP; ponad osiem piosenek, 30-60 minut).

Byłam ciekawa tego, co dostanę. Zespół wykazał się pełnym profesjonalizmem – oprócz samej płyty dostałam również materiały: biografię, teksty piosenek, opinie wszystkich członków Swear the Empress. A jeszcze możliwość zobaczenia nad swoim nazwiskiem na kopercie dopisek „Z kamerą wśród Książek” dodatkowo zaplusował. Ot, takie miłe połechtanie mojego recenzenckiego ego.

 

Jeszcze trochę o samym zespole. Swear the Empress to zespół, łączący pracę piątki młodych ludzi, którzy poznali się przez Internet. Aktualny skład gra ze sobą zaledwie od sierpnia 2014 roku, ale za to mogą pochwalić się kilkoma osiągnięciami oraz koncertami. M.in. zajęli 3. miejsce w finale III edycji Stage4YOU na UW, 1. miejsce na I Przeglądzie Zespołów Rockowych MakMuza, czy dostali wyróżnienie na przeglądzie kapel Zderzak 2015. Oczywiście, tych osiągów jest trochę więcej. Imponujące jak na tak krótką działalność.

Muzyka opiera się przede wszystkim na mocnych, rockowo-metalowych riffach, wspieranych damskim wokalem. Ciężko dokładnie określić, jaki gatunek grają. Piotr Głębocki mówi: „To, co tworzymy i gramy, leży gdzieś na granicy ciężkiego rocka i współczesnego metalu, są też elementy popu i metalcore’u”.

W skład zespołu wchodzą: Justyna Kawałko – wokalistka oraz autorka tekstów, Piotr Głębocki i Kamil Kozik – gitary, Łukasz Rzadkowski – gitara basowa oraz Łukasz Fryca, grający na perkusji.

A teraz coś o samej EPce. Okładka jest bardzo estetyczna. Zaprojektowaniem i wykonaniem jej zajął się Mateusz Twardoch. Mój zmysł estety został zaspokojony, także można spokojnie zaliczyć okładkę do tych naprawdę udanych.

Swear the Empress serwuje nam 6 autorskich kompozycji. Słuchając pierwszy raz płyty, miałam mocne skojarzenia z Nightwish. Prawdopodobnie przez wokal. Jednak przy kolejnych odsłuchach zaczęłam dostrzegać tę wyjątkowość. Plusem jest to, że tekst jest zrozumiały od razu. Nie trzeba się wsłuchiwać mocno, żeby usłyszeć, o co chodzi.

Każdy utwór ma „to coś”. Genialne riffy. No i wokal. To jest to, o czym mogłabym pisać i pisać. Jestem zadziwiona tym, że to mnie aż tak porwało. Zazwyczaj damskie wokale są czymś, co mnie odstrasza i zdecydowanie wolę te męskie. Ale tu muszę przyznać się bez bicia – przybyłam, posłuchałam i się zakochałam. Jeśli w Polsce można byłoby brać ślub z głosem, to zdecydowanie byłby to głos Justyny Kawałko.

Muzyka jest melodyjna i łatwo wpadająca w ucho. Złapałam się na tym, że nawet po zakończeniu słuchania, chodziłam i nuciłam. Najbardziej chyba zapamiętałam utwór czwarty – „Take Away My Pride”. Tutaj wyjątkowo na gitarze basowej grał Patryk Falkowski.

Myślę, że warto też tu wspomnieć o teledysku do „To the Core”. Z ciekawości obejrzałam i Was też zachęcam do zajrzenia.

Podsumowując. Każdy utwór jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Tego trzeba po prostu posłuchać. Dać się ponieść i poczuć tę energię Swear the Empress. Mimo wszystko ma się niedosyt. Ale taki pozytywny. Te kilka utworów to taka… przekąska. Przedsmak tego, co zespół nam jeszcze zaprezentuje. Z niecierpliwością czekam na pełen album. Mam nadzieję, że będzie co najmniej tak samo dobry, jak ta EPka. Dzisiejszy wieczór spędzę z pewnością z książką, kawą i Swear the Empress. I mam cichą nadzieję, że zespół zawita jak najszybciej do Piotrkowa Trybunalskiego.