Wywiad z Katarzyną Węglicką

Anna/ Marzec 19, 2016/ Wydarzenia, WYWIAD/ 0 comments

to jaKatarzyna Węglicka jest mieszkanką Warszawy. Studiowała filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim i historię sztuki na Uniwersytecie Kard. S. Wyszyńskiego. Jest doktorantką w Instytucie Sztuki Polskiej  Akademii Nauk, zajmując się sztuką Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zawodowo wykonuje też tłumaczenia z języków: angielskiego, rosyjskiego i francuskiego. Od wielu lat przemierza ziemie kresowe, dziś zapomniane i mało znane, w poszukiwaniu pamiątek przeszłości i pięknych krajobrazów, a zwłaszcza ciekawych ludzi kultywujących tradycje polskości. Urodę Kresów utrwala obiektywem aparatu fotograficznego i piórem. Jej książki pozwalają w niezwykły sposób odkryć historię i literaturę tamtejszych terenów.

ZKWK: Bardzo się cieszę, że mamy przyjemność porozmawiać o Pani książkach. Na początek chciałabym zapytać, jak narodziła się Pani miłość do Kresów. W 2004 roku ukazały się Opowieści kresowe. Litwa. Co sprawiło, że akurat kraj naszego wschodniego sąsiada wybrała Pani ma temat swojej pierwszej publikacji?

Katarzyna Węglicka: W latach 90. XX w. pojechałam na stypendium z Uniwersytetu Warszawskiego na Litwę, do Wilna. To było moje pierwsze zetknięcie się z Kresami. Oprócz zajęć uniwersyteckich pokazano nam wówczas kilka ciekawych miejsc na Litwie i na Białorusi, jako że był to jeszcze jeden Związek Sowiecki, nie było granic. Pojechaliśmy do Nowogródka, nad Świteź, w okolice Kowna. Potem zaczęłam jeździć już sama, ze znajomymi, a jeszcze wcześniej trochę z wycieczkami, żeby poznać kraj.

ZKWK: Nie sposób nie zapytać o Pani pasję do fotografii. Podejrzewam, że ma Pani bardzo bogate archiwum ze zdjęciami z licznych podróży. Które z odwiedzanych miejsc wywarło na Pani niezatarte wrażenie?

Katarzyna Węglicka: Przez te ponad dwadzieścia lat nagromadziło się dużo zdjęć. Mam, tych kresowych, około 40 tysięcy. Czasem są to zdjęcia miejsc, których już nie ma. Za każdym pobytem staram się uwieczniać okiem aparatu miejsca, ludzi na Kresach. Potem wykorzystuje własne fotografie do swoich książek, nieraz pokazuję na wystawach zdjęć kresowych.

Niewiaża w Świętobrości na Żmudzi
Niewiaża w Świętobrości na Żmudzi

ZKWK: Czytając książkę „Polacy z Kresów. Znani i nieznani”, którą nasza redakcja objęła patronatem, bardzo zaskakuje nie tylko ilość zdjęć, ale również wyjątkowa narracja, która przypomina nieco przewodnik po ciekawych i zwykle zapomnianych dworkach oraz malowniczych miejscowościach, wzbogaconych polską obecnością. Nasuwa się pytanie, co było pierwotną inspiracją do opisania niezwykłych życiorysów sławnych i nieznanych Polaków. To sam unikalny bohater czy raczej miejsce, które jest z nim związane?

Smolany, ruiny kościoła dominikańskiego
Smolany, ruiny kościoła dominikańskiego

Katarzyna Węglicka: I bohater i miejsca z nim związane, ale przede wszystkim literatura, której ślady, czasami bardzo czytelne, można odnaleźć nie tylko w bibliotekach, archiwach, ale i na Kresach. Czasem odnajduję pierwowzorów bohaterów, czasem tylko ich ślady. Ale w wielu przypadkach można dostrzec ich ślad tam na miejscu. Poza tym warto przypominać postacie mniej znane, które również zapisały się w naszej historii. Nieraz dokonali oni znacznie więcej niż to jest zapisanew podręcznikach, wielokrotnie są to historie nieznane. Często dzisiaj młodzi ludzie zniechęceni są koniecznością przeczytania jakiejś lektury, np. związanej z ziemiami wschodniej RP, ale za opisami literackimi kryje się prawdziwa ziemia, możliwość poznania jej, spotkania ciekawych ludzi, przeżycia wielu przygód. Warto jeździć na Zachód, czy dalej w świat, ale również nasze dawne wschodnie tereny potrafią przyciągnąć wspaniałą przyrodą, możliwością spotkania interesujących ludzi. Miłośnicy gór, jezior, spływów, wędrówek, historii znajdą tam mnóstwo ciekawych miejsc, nieraz zupełnie nieznanych w Europie. O zabytkach nie wspominając.

ZKWK: W Pani książce znajdziemy wiele biografii osób, które są pomijane w innych opracowaniach. Moją szczególną uwagę przykuła postać Anny Krepsztul – malarki, która przez swoją chorobę niemal nie opuszczała swojego domu. Z kolei opis poczynań Mikołaja Skrzetuskiego wprawił mnie w ogromne zdumienie. Jaki był klucz w doborze postaci, jakie opisała Pani w książce i skąd czerpała Pani unikatowe materiały na ich temat?

Katarzyna Węglicka: Panią Anię Krepsztul poznałam osobiście, kilkakrotnie spędzałam wiele godzin w jej taboryskim domu. Zaprowadziła mnie tam pierwszy raz moja jaszuńska Przyjaciółka. Często zdarzało się i zdarza, że ludzie mówią mi o wielu miejscach, postaciach. Pytania, w rodzaju – byłaś tu czy tam, a wiedziałaś o tym – naprowadzają na kolejne kresowe ścieżki. Poza tym wieloletnie grzebanie w archiwach, czytanie setek książek powoduje, że poznaje się coraz nowe miejsca, biografie i te wiadomości chce się potem weryfikować na miejscu. Nie było żadnego klucza w dobieraniu postaci. Zawsze pisze o osobach czy miejscach, zdarzeniach, o których chce przekazać coś nietresującego. Jedyne kryterium, jakie jest stosowane to zachowanie pewnego porządku w książce – tak, aby Czytelnik nie pogubił się, czytając opowieść.

ZKWK: Czy był jakiś bohater, który Panią zaskoczył, bądź z pewnych przyczyn jego życiorys szczególnie zapadł w Pani pamięci?

Katarzyna Węglicka: Nie tyle bohaterowie literaccy ile osoby, które spotykałam w moich wędrówkach zaskakiwały czasem. Pani Gienia ze Źmerynki i jej opowieść, która przeplotła się z literaturą, pani Anna Krepsztul. Spotkanie z Szymonem Wiesenthalem, uczniem Bruno Schulza, było dużym przeżyciem. Ale też zaskakiwały mnie miejsca. Wielokrotnie opisy nie zgadzały się w jakiś sposób z rzeczywistością, przerastały ją, bądź moje wyobrażenia mijały się z tym, co widziałam.

Brześć, fragment Twierdzy
Brześć, fragment Twierdzy

ZKWK: Trzeba przyznać, że publikacja może zaskoczyć ze względu na brak dużej ilości dat i suchych opisów, jakich spodziewamy się po encyklopediach i leksykonach. Zamiast tego otrzymujemy łatwą do przyswojenia wiedzę gdzieniegdzie wzbogaconą wzmiankami m.in. z zakresu literatury i historii sztuki. Dlaczego zdecydowała się Pani akurat na taką formę przekazu?

Katarzyna Węglicka: Moja książka to nie encyklopedia ani leksykon. Taki trudno byłoby lekko czytać. Książka ma za zadanie dotrzeć do Czytelnika, możliwie najszerszego, ale przede wszystkim zachęcić, szczególnie młodych, do wybrania się w tamte strony. Ogólnie panują stereotypy, jakoby na Ukrainę czy Białoruś nie warto jechać, jest tam niebezpiecznie, trudno się poruszać, a często młodzi ludzie maja wyobrażenie o tych krajach jak o dalekim Wschodzie. Nic bardziej mylnego. Są to bardzo przyjazne kraje, podróż nie taka skomplikowana, A na pewno nie bardziej niż do wielu krajów świata. Wiza na Białoruś nie jest bardzo droga, podroż też stosunkowo łatwo można sobie zorganizować.

Z Ukrainą jest jeszcze prościej, tym bardziej że wystarczy jedynie paszport. Na pewno przydaje się znajomość języków, ale podobnie dzieje się przecież i w przypadku innych podróży. Nie chodzi tu o zwykłą komunikację, tzw. dogadanie się, to nie jest skomplikowane, ale języki warto znać, żeby zwyczajnie, siedząc np. przy herbacie, porozmawiać z ludźmi, posłuchać ich opowieści, relacji, wersji zdarzeń, czy zwyczajnie pośmiać się albo pożalić. A wracając do sedna pytania, od którego trochę odbiegłam – jestem po trosze literaturoznawcą i pracuję jako historyk sztuki. To jest moja dziedzina nauki, która się zajmuję zawodowo, na niej się znam i chce się tą wiedzą dzielić. A myślę, że wzbogacanie opowieści o miejscach i ludziach cytatami z literatury wzbogaca opowieść, czyni ją nie tylko ciekawszą, ale i bardziej zachęca do sięgnięcia nie tylko po moje książki, ale i po te, z których czerpałam inspiracje.

ZKWK: O historii Kresów Wschodnich mówi się coraz więcej m.in. przez pryzmat losów „Żołnierzy Wyklętych”. Dokąd w pierwszej kolejności powinien udać miłośnik zainteresowany ich dziejami?

Katarzyna Węglicka: O historii Kresów mówi się sporo, rzeczywiście, ale bardzo często i w wielu publikacjach jest to wiedza bardzo powierzchowna, często powtarzająca informacje z kolejnych publikacji. Niewiele jest nowych spojrzeń na tę ziemię.

Ktoś zainteresowany historią, losami naszych żołnierzy powinien najpierw sporo poczytać: wspomnień, opracowań, pogrzebać może w archiwach, poszukać ludzi, którzy jeszcze pamiętają tamte czasy. A po wyborze konkretnej postaci czy bohaterów udać się ich szlakiem, czy to będzie Puszcza Nalibocka, słynna Puszcza Wojskiego z Pana Tadeusza, w której rozegrała się wielka epopeja Armii Krajowej, czy nad jezioro Narocz, gdzie polscy żołnierze walczyli jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej.

Kiejdany
Kiejdany

ZKWK: Wiele osób postrzega Kresy przez pryzmat nie tylko historii, ale również wyjątkowej mentalności ludzi, którzy tam mieszkają. Czytając Pani książkę Polacy z Kresów. Znani i nieznani odniosłam wrażenie, iż pamięć o naszych rodakach powoli jest zacierana przez czas. Jakie są Pani przemyślenia na ten temat?

Katarzyna Węglicka: To od nas zależy, żeby pamięć trwała, żeby przypominać o tamtych kresowych zdarzeniach, aby pamiętać i uczyć się historii. Dotyczy to nie tylko Kresów, zresztą. Zajmując się też Warmią i Mazurami dostrzegam pewne podobieństwo w nieznajomości tych terenów i ich historii, jak w przypadku Kresów. Dzisiaj dla wielu młodych ludzi Kresy to często po prostu „ruskie”. Bliżej nieokreślony teren leżący gdzieś na Wschodzie, o którym niewiele wiadomo, nie mówiąc już o braku znajomości historii tych terenów.

Zatrocze pałac Tyszkiewiczów
Zatrocze pałac Tyszkiewiczów

ZKWK: Jakie są Pani najbliższe plany wydawnicze?

Katarzyna Węglicka: Kolejne pozycje o Kresach, ale nie tylko. Zajmuję się też śladami Polaków w różnych zakątkach Europy (Szwajcarii, Francji, Włoszech, Rosji), także zabytkami Warmii  i Mazur oraz sztuką rosyjską.

***
Wszystkie zamieszczone w tym artylule zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum pani Katarzyny Węglickiej.