Zordon, Chyłka i zdematerializowana dziewczynka – recenzja „Zaginięcia” Remigiusza Mroza

Miłosz Konarski/ Październik 19, 2015/ Książki/ 2 comments

Zaginiecie-200dpi-337x535Trzy książki rocznie. Jedni zachichoczą, drudzy przyjmą wyzwanie, a inni popukają się w czoło mówiąc, że czytanie to strata czasu. Nie będę rozsądzał czyja reakcja jest słuszna, bo bynajmniej nie o czytanie, a o pisanie książek tu chodzi! 21 października w księgarniach ukaże się trzecia już książka Remigiusza Mroza wydana w 2015 roku. Optymizmem napawa fakt, że do końca pozostało jeszcze ponad dwa miesiące. Może zostaniemy uraczeni jeszcze jedną pozycją?
W „Zaginięciu”, bo o tym tytule mowa, poznajemy dalszy ciąg losów Chyłki i Zordona, prawniczki i aplikanta, którzy muszą stawić czoła z góry przegranej sprawie. Nie można inaczej nazwać przypadku, w którym trzyletnia dziewczynka się zdematerializowała, prawda?
To chyba najbardziej wytarty frazes książkowej blogosfery, ale autor trzyma nas w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Mróz jest wielkim fanem Stephena Kinga i jego zasady, według której jeśli możemy coś z naszego tekstu usunąć, bez utraty jakości, to powinniśmy bez wahania to zrobić. W książce to czuć, żadne zdanie nie jest zbędne. Autor ufa czytelnikowi, że ten się nie pogubi, nawet jeśli nie dostanie wszystkiego wyłożonego na tacy. Czy kierując się zasadą Kinga, powinienem usunąć pierwsze zdanie tego akapitu?
Śledząc historię trzyletniej Nikoli, nie możemy pozostać obojętni na relację pomiędzy bohaterami prowadzącymi sprawę. Jest w niej coś elektrycznego, ale zarazem magicznego. Remigiusz Mróz nie zmusza nas do czytania przemyśleń jednego z bohaterów na temat drugiego (co nieczęsto udaje się zrobić dobrze), ale opisuje ich zachowania względem siebie tak dokładnie, że czasem miałem wrażenie, że ta cała sprawa, to guzik, nie sprawa!
Najmocniejszą stroną tego dzieła jest bez wątpienia jego język, a najlepiej o tym powinno świadczyć moje niezdecydowanie, które fragmenty lubię najbardziej. Korpomowa, hip-hopowy slang? Każdy znajdzie coś dla siebie. Mróz lawiruje pomiędzy stylami, jak Ted Ligety pomiędzy tyczkami, w slalomie gigancie na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. A co najważniejsze, nie ma w tym ani krzty tandety! Jak Zordon zapierdziela slangiem, to nawet gimbus by się nie pokapował, że to nie jego ziomal z ośki, a najprawdziwsza papuga. No, najprawdziwszy adwokat, już za niecałe dwa lata!

Podsumowując, jeśli mieliście w planach przeczytać jakiś thriller prawniczy, to zostawcie Grishama w spokoju. Sięgnijcie po Mroza, a gwarantuję, że się nie zawiedziecie.


Grisham się chowa.

About Miłosz Konarski

Największy w Polsce kanał YouTube o literaturze: recenzje, vlogi, wywiady, konkursy. Specjalizuję się w kreatywnym wideo, z wykorzystaniem efektów specjalnych, skeczy i gagów. Poza serią "książkową" kręcę wideorelacje z wydarzeń, koncertów, wywiady, filmy okazjonalne.

  • Paweł Nowak

    Równie „ciekawe” jak Kasacja? To nie zbyt budujące.

  • Łukasz Próchno

    Nie mam, niestety, porównania z „Kasacją” (już niedługo!) i nie wydaje
    mi się, żebym coś podobnego zasugerował w tekście, ale z całą pewnością
    nie można powiedzieć o „Zaginięciu”, że jest nieciekawe. Napięcie na bardzo wysokim poziomie.