,,Złote spinki Jeffreya Banksa” (Marcin Brzostowski) – recenzja

Anna/ Styczeń 9, 2016/ Książki/ 0 comments

SpinkiNiesamowita jest świadomość, że można osiągnąć sukces. Dążenie do władzy to często obezwładniająca siła, która prowadzi do irracjonalnych i niespodziewanych wydarzeń. Ten nieco wyświechtany motyw stał się punktem wyjścia dla kolejnej powieści Marcina Brzostowskiego. Tych, którzy znają już nieco twórczość tego autora, nie muszę zapewniać o tym, że nie ma tu mowy o żadnym schematyzmie. Gdzieś pod płaszczykiem banalnej, lekkiej prozy odnajdziemy drugie dno, dające do myślenia. Tak jest również w tym przypadku.

Ezekiel Horn jest szefem londyńskiego podziemia. Jego głównym zajęciem jest zaopatrywanie stolicy Wielkiej Brytanii w nielegalny, biały proszek, na którym nie jeden gangster dorobił się już fortuny. Oczywiście, każdy przywódca byłby nikim, gdyby nie posiadał ludzi od tak zwanej „czarnej roboty”, zdolnych nie tylko ukraść auto, ale także zjeść całą ciężarówkę krówek, jeśli zajdzie taka potrzeba. Frankie Turbo wie o tym najlepiej i stara się być skuteczny. Niestety nie wszystko układa się zgodnie z planem. Chłopak zostaje przyłapany z kilkoma kilogramami narkotyków i wsadzony do aresztu. Jego szef nie pozostawi go jednak bez pomocy. W końcu ma po swojej stronie Ministra Spraw Wewnętrznych – Jeffreya Banksa. Tylko czy wszystko da się naprawić, gdy w sprawę wmiesza się boss rosyjskiej mafii, zabójczo piękna kobieta oraz legenda o tajemniczych, złotych spinkach?

Muszę przyznać, że po raz kolejny zostałam zaskoczona niezwykle zabawną i przewrotną powieścią. Marcin Brzostowski jest dla mnie mistrzem ironicznego spojrzenia. Uwielbia łamać stereotypy, rozśmieszając do łez, zmuszając równocześnie odbiorców do zastanowienia. W tym przypadku każdy element fabuły ma swoje znaczenie. Bohaterowie są budowani na zasadzie groteskowego wyolbrzymienia znanych i powszechnych stereotypów. Każda postać ma jednak co najmniej jedną cechę, która przełamuje klasyczną konwencję. Przykładem może być piękna kobieta z olbrzymią wiedzą o footballu czy członek mafii z lękiem wysokości. W ten sposób jesteśmy zderzani z własnymi uprzedzeniami.

W moim przypadku najbardziej rozbawił mnie motyw pokazania niesamowitej miłości do ulubionej drużyny piłkarskiej. Zwykle każdy fan sportu ma swój ukochany zespół, któremu kibicuje. Dla wielu osób z zewnątrz może być czymś dziwnym, że bliska osoba jest gotowa do wielu poświęceń, by okazać swoje przywiązanie jakieś grupie sportowców. Na kartach tej książki ten fanatyzm osiąga pewne kuriozum, prowadzące do bardzo zabawnych sytuacji.

 Nie bez znaczenia jest fakt, iż autor umiejscawia swoją fabułę w Londynie, gadzie wielu naszych rodaków szuka szansy na lepsze życie. Co ciekawe, przez całą pozycję życzymy szczęścia poznanym bohaterom, żeby po przeczytaniu ostatniej strony zdać sobie sprawę, że w realnym świecie potępilibyśmy ich działania. Autor bardzo umiejętnie odwraca perspektywę pokazując, że nie wszystko jest takim, jakim się wydaje. Nie ma miejsc i ludzi idealnych. Korupcja, protekcja bądź układy  występują w różnych miejscach na świecie, lecz najłatwiej ich nie zauważać. Tajemnica tytułowych złotych spinek pozostawia w czytelniku pytanie czy warto żyć złudzeniami, jakie wpajają nam inni. Może lepiej oprzeć swój osąd o samodzielne obserwacje?

Jestem pod wielkim wrażeniem pewnej sztuczki marketingowej, wykorzystanej w tej książce. Gdy Frankie Turbo czeka w celi na ratunek, jego współwięzień wspomina, że został zatrzymany za kradzież książki o dziwnie znajomym tytule „Sweet bomb Silly”. Marcin Brzostowski puszcza tutaj oczko do wszystkich tych, którzy czytali „Słodką bombę Silly” oraz pokazuje swój niezwykły dystans do samego siebie. W tym miejscu należy przypomnieć, że ebooki tego autora są wydawane po polsku, a także po angielsku. W przypadku „Złotych spinek Jeffreya Banksa” prozaik postanowił wykonać miły gest w kierunku osób, które nie są przekonane do elektronicznej formy literatury. Niniejsza pozycja jest dostępna również w klasycznej, papierowej formie. Jeśli do tej pory wahaliście się czy sięgnąć po tę lekturę, a lubicie nietypową prozę, łączącą uniwersalny morał i specyficzne poczucie humoru, to nie czekajcie dłużej. Wszak tylko wybrańcy dopinają sobie do koszul złote spinki, a w waszych księgozbiorach już niedługo może znaleźć się unikalna, literacka perełka.

(Ten tekst ukazał się pierwotnie na łamach bloga Inna perspektywa)