„Zupy dla zdrowia i urody” – Nicole PISANI Kate ADAMS

KatarzynaM/ Grudzień 20, 2016/ Bez kategorii/ 0 comments

Są ludzie, którzy za zupami nie przepadają, dla mnie to podstawa żywieniowa. Gdy kuchnia jest na mojej głowie, szukam wegetariańskich, zdrowych zup kremów, bo wprost nie toleruję farfocli (no może w jarzynowej). Gdy zobaczyłam zapowiedź tej książki – ucieszyłam się! Niedroga książka, która będzie mi inspiracją. Zlekceważyłam część o odchudzaniu. Wiem, że 3 kg mniej w tydzień może być pokusą, ale ja nie wierzę w diety cud. Trzeba jeść z głową i się ruszać, nic samo nie zniknie. Jeśli ktoś ma silną wolę i mieszka w dużym mieście – czemu nie, może spróbować. Co ma do tego duże miasto? Ano, dojdziemy do tego. Zupy w natarciu!large_zupy_dla_zdrowia_i_urody-okl-_wst-_ii-800

 

Gdy przeglądam książki kucharskie, jem oczami, w pierwszej kolejności przyciąga mnie zdjęcie, tak – zdaję sobie sprawę, że nie jest proste zrobienie na zdjęciu dzieła sztuki, z cóż… zupy. Wiadomo, że listki bazylii dają plus 100 do efektu wizualnego (co robicie z tymi listkami po zdjęciu?). Ta książką ma przystępną cenę, nieco ponad dwadzieścia złotych, to nie jest dużo, jak na książkę kucharską, to prawie za darmo. Tajemnica się wyjaśnia, gdy książkę otworzymy, przypomina ona jedną z książek, które kupiła moja Mama, z trzydzieści lat temu, nie mamy zdjęcia przy każdym daniu, ale jest wklejka w środku. To duża oszczędność i wbrew pozorom zaleta. Fajnie, jak ktoś chce zapłacić stówkę za album z kilkoma przepisami – nikt nie broni, ale tutaj faktycznie przepisy są górą. Nie tylko one, na początku mamy sporą część poświęconą żywieniu, problemom trawiennym. Mamy odpowiedzi na pytania, które pomogą nam uporać się z problemami gastrycznymi.

Znajdziemy również listę z wartością odżywczą produktów spożywczych, która to pozwoli nam ułożyć zbilansowaną dietę. Super, ja na to nigdy się raczej nie porwę, ale pomysł ciekawy.

 

Siedemdziesiąt stron tytułowych zup. Później, kilka przepisów na dania, które wzmagają efekt oczyszczania, to może mi się przydać, bo po chorobie, te leki, cała ta chemia z tabletek i syropów, brrr czuję, jak to krąży w organizmie. Książka została napisana przez dwie kobiety gotujące w UK, nie śledzę zagranicznych gwiazd kuchni, więc nie wiem, czy te panie są sławne czy dopiero się wybijają. Jedno jest pewne, gotują z innych składników niż te, do których jestem przyzwyczajona. Mieszkam na wsi i niestety większość zup jest dla mnie nie do ugotowania, w wiejskim markecie (mamy takowy) nie dostanę kiszonych cytryn, mleka migdałowego czy oliwek Kalamata o sosie sojowym tamari (koniecznie bez pszenicy) też raczej nie słyszeli. Dlatego dla mnie jest to problem. Oczekiwałam więcej wegańskich, prostych zup, niewymagających skomplikowanych pół-produktów, przygotowywanych osobno. Chciałam nakarmić rodzinę szybkimi zupami. Oczywiście, jest kilka przepisów, które mogę przerobić na wegetariańskie i darować sobie robienie bulionu wykpiwając się kostką bulionową (nie mam ani jednej gwiazdki Michelin, więc mogę), ale zdecydowana większość przepisów jest dla mnie nieosiągalna. Sądzę, że w pobliskim mieście nie znajdę tych produktów (np. anyż dostanę najwyżej przed świętami), a część wyczyści moje konto w sklepie ze zdrową i nieco dziwną żywnością.

 

Moim zdaniem to dobra książka, jeśli ktoś lubi się bawić w gotowanie. Ja wolę piec, a gotuję jak muszę, więc stosunkowo niewiele propozycji dla siebie znalazłam. Cieszę się jednak, że znalazła się na rynku książka kucharska, która nie wymaga karty kredytowej i zaciągnięcia hipoteki. Oby więcej takich!!